sobota, 16 lipca 2011

CANDY

Wypoczęta, trochę opalona, pełna energii do działania witam Was po urlopie. Wiadomo wszystko co dobre szybko mija, ale zostaną chociaż miłe, wesołe wspomnienia.
Dziergadła się oczywiście robią, ale o tym następnym razem. Dzis chcę Was bardzo serdecznie zaprosic na moje pierwsze CANDY.



Do wygrania:
- trzy motki Red Heart Cotton Mix 50% bawełna, 50% akryl
- miła  niespodzianka

ZASADY
- należy umieścić komentarz pod wpisem,
- zamieścieć podlinkowane zdjęcie z informacją o Candy na swoim blogu
- osoby nie posiadające bloga proszę o pozostawienie swojego adresu e-mail
- będzie mi niezmiernie miło jeśli dodasz mojego bloga do obserwowanych

Losowanie odbędzie się w moje imieniny 26 lipca. 
Zapraszam do zabawy i życzę powodzenia:) 

środa, 6 lipca 2011

Poza czasem....

Udało się!!! Wszystko sie pięknie udało i wreszcie mogę spokojnie spać:) Dziękuję Wam bardzo za trzymanie kciuków.  Ciężki to był czas, ale dałam radę i to najważniejsze. Zasłużyłam na wypoczynek, takie słodkie lenistwo, na końcu świata gdzie  ludź nie leży na ludziu, a dziecko nie zaginie w tłumie. Na plażę trzeba rowerem pedałować, bo daleko trochę, gdzie łąka pachnie łąką i słychać trzepot motylich skrzydełek. To piękne miejsce, a i towarzystwo urocze. Wszystko dzięki naszemu M :)



Drutowo oczywiście nie odpuszczam. Nie cierpię jak zalegają mi resztki włóczek staram się więc wykorzystać wszystkie niteczki. Tak też zrobiłam z Zephira z którego robiłam swego czasu Filigrano.
Powstaje zatem nowa chusta taka właśnie. Dołączyłam element dekoracyjny w postaci bordowych koraliczków zakupionych na allegro. Nie wiem jeszcze jaka duża będzie chusta, w każdym razie ile włóczki wystarczy tyle dziergać będę:)  Mam zamiar ciut zmodyfikować zakończenie, ale jeszcze pomyślę nad tym. Poproszono mnie również o wykonanie bolerka etoli, więc się robi:) Postaram się obfotografować i pokazać niebawem.






Energię  mam ostatnio niesłychaną to dzialam:) Decoupage korciło od dawna tylko jakoś mi się nie składało.
Przerobiłam tackę czarną na bardziej pasującą do wnętrz. Technika bardzo przyjemna. Chyba się wciągnę:)






Roweruję się nadal, bo rower jest wielce okej:)
Ściskam Was ciepło ja tymczasem pozaglądam na Wasze blogi:)
Ps. Mnie również blogger nie lubi i nie chce dodawać komentarzy. Chyba trzeba się gdzieś poskarżyć:)


sobota, 18 czerwca 2011

C'est la vie

Tak niedawno, tak strasznie niedawno był małym pampuszkiem. Buzię miał jak księżyc w pełni i był uroczym chłopczykiem. Teraz ma 175, rozmiar buta 42, jest chudy jak szparag, ma długie blond włosy i jak znam życie ogląda się za dziewczynami:) na szczęście urok pozostał. Mój siostrzeniec skończył właśnie 14 urodziny. Nieprawdopodobne!!! STO LAT ADASIU!!!





Oczywiście pokazuję skończone skarpetki.


 Oprócz babć. dziadków, cioć i wujków, kuzynów Adamo miał jeszcze dodatkowych gości. Niezapowiedzianych aczkolwiek bardzo miłych.


Już całkiem niedługo zasłużony urlop:) Przed wyjazdem czeka mnie jeszcze bardzo, bardzo ważna sprawa do załatwienia, więc proszę o trzymanie kciuków. Obiecuję dać znać jak mi poszło jeszcze przed wylegiwaniem się na plaży.
Bardzo dziękuję Wam również, że do mnie zaglądacie i miłe slowa zostawiacie:)
Pozdrawiam ciepło

sobota, 11 czerwca 2011

Do byle gdzie...

"Jadę na rowerze słuchaj do byle gdzie, rower mam posłuchaj w taki różowy jazz"
W ramach zdrowego trybu życia i postanowienia zrzucenia kilku kilogramów uzbieranych przez zimę odkurzyłam swój rower i z zapartym tchem pomykam przez łąki i pola okoliczne. Fajne te moje wyprawy zwłaszcza, że towarzyszy mi moja sąsiadka Marysia. Uwielbiam te wycieczki po okolicy, gdyż dodają mi skrzydeł, sprawiają, że troski dnia codziennego odfruwają gdzieś daleko, a my mkniemy w nieznane:)
Nieznane oczywiście dla mnie, bo Maryśka  tu urodzona, wychowana, zna tu każdy kąt.



Mimo temperatur  rozpoczęłam swoje ukochane skarpeciochy. Włóczka zakupiona okazyjnie w markecie, drutki KP nr 3. Pokusiłam się jednak, by wypróbować nową technikę i skarpetki rozpoczełam od palców, pięty rzędami skróconymi. Poszło mi całkiem nieźle, a skarpetki są bardziej kształtne. Na jesień będa jak znalazł:)




  


Jak tylko ukończę to zaprezentuję rzecz jasna:)

Tymczasem pozdrawiam Was gorąco

czwartek, 2 czerwca 2011

Mam plan..

Właściwie to cały czas sobie wmawiam, że mam plan:) a tak naprawdę to tylko zwykłe postanowienie. Otóż obiecałam sobie, że nie będę uprawiać czarnowidztwa, nie będę marudą tylko z każdego doświadczenia wyciągnę coś pozytywnego!!! Sama sobie i wszystkim wokół wmawiam, ze teraz to czeka nas pasmo sukcesów. Wiecie, że to działa??? Tak więc codziennie rano tłukę do głów domownikom, że to będzie cudny dzień, z całą pewnością spotka nas coś miłego i nagle stwierdzam, że ja zaczynam w to wierzyć.
Tak więc zaczynam cieszyć się małymi sukcesami, chwytać każdą chwilkę i korzystać z życia ile się da!!!
Nadal dużo się dzieje i nie nie zawsze mam czas, by zostawić u Was choć jedno słówko, ale czytam regularnie Wasze blogi i podziwiam robótkowe cuda. Obiecuję się poprawić.

Drutowo działam nadal, chociaż upał nie sprzyja dzierganiu. Jednak to co pozaczynane dokończę, a później jak znam siebie zacznę coś nowego... Się zobaczy :-)

Póki co prezentuję zaległe zdjęcia getrów:




 Nigdy nie byłam szczęśliwą posiadaczką getrów, bo gdy były modne  to w sklepach nie było, a ja nie potrafiłam jeszcze wtedy robótkować, ale moja starsza siostra miała takie odlotowe getry w paseczki. Jak tylko jechała w niedzielny wieczór do akademika to ja zaczynałam buszować w jej szafach z ubraniami:) Uwielbiałam to!!!! Pożyczałam sobie czasem te getry, a teraz już nie muszę:)  Będą idealne na chłodniejsze dni, a do tego jeszcze pasują do mojego bolerka-etoli. Jesienią zaprezentuję całość.


Dokończyłam również mój szalo-otulacz. Wzór ciut zmodyfikowałam, włóczki połączyłam Zephir i Kid Mohair, a efekt mnie zadowala bardzo. Powinien być odrobinkę szerszy, jednak ja miałam końcówkę Zephira i wykorzystałam go właściwie do ostatniego metra. Robótka milusia w dotyku i mam wrażenie, że to będzie moje ulubione jesienne szyjo-ogrzewanie. Otulaczy nigdy dość (podobnie jak chust, albo skarpet, albo......)




Pozdrawiam Was ciepło

środa, 18 maja 2011

Gdy wszystko idzie źle...

Czasem człowiek tak ma, że nic się nie układa. Zwłaszcza ja!!! Absolutnie nie jest to post o narzekaniu, bo ja nawet polubiłam tego pecha. Oswoiłam się z nim, wiem jak z nim żyć i nawet się czasem dogadujemy
i wtedy trochę mi odpuszcza. Kilka ostatnich miesięcy to dla  mnie był czas niesłychanego stresu, bólu, strachu. Lekko poturbowana wychodzę na prostą i mam nadzieję, że mój pech na długo mnie opuści. Uwierzcie, że nie będę za nim tęsknić. Dzierganie daje wytchnienie, na trochę pozwala zapomnieć
o codzienności. Zabrałam się więc za robotę i oto co mam na drutkach:

Z bolerka została mi włóczka dorobiam więc do niego getry. Efekt końcowy pokażę niebawem, bo geterki już prawie gotowe.
    
                                    

 Zaczełam też kolejny projekt, który mnie zafascynował. Wzór łatwy i przyjemny, jednak nabrać oczka to wyzwanie:) Włóczka Kid Mohair połączona z Zephirem. Efekt ciekawy, włóczka milusia w dotyku.









 Robiąc zakupy w jednym z marketów natknęłam  się na niebywałą okazję i zakupiłam wełnę skarpetkową. Kupiłam dwa zestawy po 4 motki w odcieniach bordo i niebieskich. Żal było nie brać, bo tanie i całkiem mi się podobają:)






 Chciałam Wam jeszcze pokazać coś co mnie za każdym razem zachwyca. Wiecie już, że często robię zakupy w Motkolandii . Za każdym razem moje zakupy są opakowane w ten właśnie sposób. Niby nic, ale jak bardzo cieszy. To bardzo miłe.
 Zakupiłam sobie takie wełenki:


Na koniec jeszcze oczywiście migawki ogrodowe:)



Jeszcze chwileczka, jeszcze momencik i będę tu częściej zagladać.
Pozdrawiam Was ciepło i dziękuję za odwiedziny u mnie  oraz miłe komentarze.
Anulinka

niedziela, 1 maja 2011

Majówka

Plany na majówkę były bardzo kuszące- grill, leżak i słodkie lenistwo. Niestety pogoda nie sprzyja leżakowaniu, więc z majówki nici. Myślę sobie jednak, że jestem szczęściarą, bo ja nigdzie nie wyjechałam z rodzinką. Już widzę akcję pakowanie, załadowany po brzegi samochód (bo wanienka, bo wózek, bo przecież nocniczek itd). Następnie należy rozpakować wszystkie nasze manatki, a później byśmy zakładali na siebie wszystko co mamy, bo zimno okrutnie. Tyle by było z wyjazdu!!!  Odpaliliśmy zatem kominek, dokończyłam co miałam od dawna na drutkach i prezentuję:
Wzór ten włóczka limonkowa Luna Zamotane Druty nr 4
Wzór musiałam skrócić na końcach o pół motywu, bo zabrakło niteczki.



                                           






Musiałam odpocząć od chust, szali, moherów i zrealizowałam wreszcie projekt, który kiedyś znalazłam na Ravelry. Wydawał mi się orginalny. W przekonaniu utwierdziła mnie izuss przedstwiając ten własnie projekt. Zabrałam się więc i mam!!! Wzór najprostszy z prostych, nudny śmiertelnie, ale dałam radę!!! Bolerko-etola ma wiele zastosowań i dlatego pokochałam swoje wdzianko miłością wielką! Pogoda nie sprzyjała sesji, a moja modelka marzła niesłychanie (dziękuję Ci A za poświęcenie), więc zdjęć niewiele, ale obiecuję się poprawić.
Włóczka Elian Klasik z Zamotane Druty akrylowe KnitPro nr 5. Zużyłam 7,5 motka. Zostały mi 2,5 i już mam pomysł na co je przerobić:)






Upiekłam również chlebek i bułeczki. To mój pierwszy raz, więc bułeczki troszkę niekształtne, ale były smaczne.






 Pozdrawiam :))